jigsaw blog

Twój nowy blog

J.

Brak komentarzy

Spotkałam szczęście. Spotkałam Je dopiero teraz, mimo że było blisko mnie już od jakiegoś czasu. Szczęście ma nieproprcjonalnie długie ręce, co sprawia, że czuję się w Jego ramionach niesamowicie. Ma też grzywkę wpadającą w oczy i usta o smaku słodkich papierosów.
Szczęściu dziękuję za jeden wieczór, który dał mi siłę, żeby iść dalej. Szczęściu chciałabym powiedzieć, że nie obraziłabym się gdyby zostało przy mnie na dłużej. Ale nie powiem, bo za bardzo się boję. Co robić? W przypadku Szczęścia, „Kocham Cię”, wydaje się za małe, a więcej nie potrafiłabym dać.
Więc wracam do mojego świata za szybką i macham Szczęściu na pożegnanie. Może jeszcze kiedyś by przyszło, gdyby nie to, że celowo podałam Mu zły adres.

deszcz.

Brak komentarzy

Węgierski deszcz pachnie inaczej. Wieczorne spacery pośrod starych kamieniczek Budapesztu też nie przypominają tego co znam. Tutaj ludzie są inni. Wbrew stereotypom, Węgrzy są przesympatyczni. I naprawde nie mogę zrozumieć dlaczego Polacy są tak skostniali poglądowo?
Uwierzyć znaczy zobaczyć.
Tęsknię za Polską i przyjaciólmi, ale z drugiej strony tu jest mi dobrze, tak cholernie dobrze, i nie jestem pewna, czy tak naprawdę chcę wracać do tego co tam zostawilam…

Ostatnie spotkanie.
Czerwone wino i wiśniowe papierosy. Tak, będzie jej tego brakować.
V. rozłożyła się wygodnie na ławce. Letnie promienie słońca zdążyły już opalić jej skore, ukazując setki cienkich białych paseczków znaczących jej ręce i nogi. J. siedział obok i spokojnie palił papierosa.
-Dlaczego ja, a nie D? Taki kaprys?
-Nie. Ona nic sobą nie reprezentuje. Jest piękna, ale nie ma pojęcia o życiu.
-Jest piękna. Skóra bez blizn… musi być delikatna… jak jedwab.
-Lubię blizny.-odpowiedział J. z szelmowskim uśmiechem na twarzy.-Myślałaś kiedyś co by było, gdybyśmy spoykali się wcześniej?
-Myślałeś co by było, gdybyśmy nie spotkali się wcale?
Cisza. Kiedy zabraknie słów, lepiej nie mówić nic.

Większość ludzi jest taka niewdzięczna że żyje… Ale nie Ty, już nie.

ka bum!

Brak komentarzy

Sms o trzeciej nad ranem. Drżenie rąk. Czerwona sukienka i szpilki, w torebce tylko parę najpotrzebniejszych rzeczy.
-Dobranoc.
-Uważaj na siebie, skarbie.
Nóż w kieszeni kurtki bardzo ciązy… i uspokaja.
J. czeka. V. rozsiadła się wygodnie na krześle i oparła głowę na stole. Wyjęła z kieszeni nóż.
-Musisz się bawić nożem w mojej obecności?
-Muszę mieć zajęte ręce, żeby nie zrobić czegoś innego.
Odparła V. z uśmiechem i wbiła nóż w stół tuż przed swoją twarzą.
-Boisz się mnie J.? Mówiłam, że jestem cholernie ambitna…
J. jedynie się uśmiechnął i zapalił papierosa.

Zje go
Jego
Ego
Go
O

Stworzyłeś mnie na nowo. Stworzyłeś, zebrałeś wszystkie kawałki i posklejałeś w całość. Jestem prawie jak Frankenstein.
Stworzone a nie zrodzone.
Pozwoliłeś samej wybrać imię. A ja byłam w stanie wyszeptać tylko to, co kojarzy mi się z bólem, z cierpieniem.
Vivica…
Karmisz mnie szeptem, wiarą i wiedzą przy każdej okazji naszego spotkania.
-Tak bardzo Cię pragnę…
-…Ale nigdy nie będziesz mnie miał.
Uważaj panie Diable, jestem ambitna. Mam w planach przewyższyć kiedyś mojego Mistrza.


Oh Vivica, I wish you well… I really do…

-Naprawdę jesteś diablicą.
-Musisz nią być, kiedy masz Diabła za pana…

Bo niebo jest dla owiec, a piekło dla wilków.

Czekam na pełnię.

Papieros za papierosem. Pale Vogue, bo nic innego nie było.
B o j ę s i ę.
Pierwszy raz od dawna. Boję się o siebie, a nie o innych.
To inny rodzaj strachu.
W każdym razie, decyzja już podjęta. Poczekam jeszcze dwa tygodnie, a potem… a potem możliwe, że znienawidzę siebie do końca.
Zaciskam zęby. Mocno.
Krew na wargach.
Łzy na policzkach.
Zima.

Can you help me?

dzień-do-bry.

1 komentarz

Mam ochotę wyć, krzyczeć, wrzeszczeć, płakać…cokolwiek, byle dać upust swojej złości, rozczarowaniu…
Ochotę mam, ale siły już nie.
Korci mnie, żeby sięgnąc po to małe, zielone pudełeczko z białym krążkami schowane bardzo głeboko. Nie.
Korci mnie, żeby zadzwonić do K. i poprosić, żeby przyszedł.
Korci mnie, żeby zadzwonić do J. i poprosic, żeby jutro nie przychodził, bo… bo… no właśnie, nie mam najmniejszego powodu, żeby odwoływać tak długo przekładane spotkanie.Więc jutro przykleję sobie uśmiech do twarzy i będę udawać, że nigdy nic się nie stało. Ciekawe, co J. powie na moją nową fryzurę…

Po węgiersku kocham Cię i lubię Cię jest tak samo-szeretlek, chyba właśnie za to uwielbiam ten język.

Białe krążki o bardzo gożkim smaku. Rozgryzała jeden po drugim. A potem zimno, a potem ciemno, a potem śmiech. Nie jej. N. z papierosem w ustach i ta jej krwisto czerwona szminka. „Witaj w świecie żywych”-wymruczała cicho. Kochała N. za jej urodę i nieprzewidywalność. Nauczyła się rozdzielać swoją duszę na setki maleńkich kawałków, i każdemu z bliskich dała jej kawałek. Nie każdy kto odszedł oddał. W ten sposób zostałą wybrakowanym egzemplarzem-z duszą małej dziewczynki i ciałem dojrzałej kobiety. Naiwna i uparta, tak bardzo pijana towarzystwem N., że niczego więcej już nie chciała.
Rano obudził ją silny ból w klatce piersiowej i ciemność, całkowita ciemność mimo otwartych oczu. Przerażona krzyknęła. Poczuła na sobie dłonie N., ciepłe i delikatne. N. pomogła jej usiąśc. Z minuty na minutę z ciemności wyłaniały się zdeformowane kształty, kolory, aż w końcu po dłuższej chwili obraz stał się rzeczywisty.
„Twoje nowe narodziny”-wyszeptała nie wypuszczająć papierosa z ust.

Ja, Madame i Księżniczka. Na tym koniec, więcej nie może być.

-Jesteś niesamowita…
-Dlaczego?
-Gdybym Cię nie znał, nie uwierzyłbym, że ktoś taki jak Ty może mieć kompleksy, wątpliwości.
-Jestem człowiekiem. Potrafię naginać rzeczywistość do swoich potrzeb. Stwarzam pozory. Ludzie wiedzą o mnie to, co chcę, żeby widzieli. Nie uważasz, że to samolubne, egoistyczne?
-Owszem, ale nie zmienia to faktu, że nie znam drugiej takiej kobiety…
-I nigdy nie poznasz…
-Dlaczego mi to mowisz? Dlaczego przede mna nie udajesz?
-Kto powiedział, że nie udaję? Może dla Ciebie stworzyłam kolejny, chory obraz mojego świata? Nie wiesz tego, możesz mi jedynie wierzyć na słowo…
-Królowa świata, która ma wszystko, a mimo to nienawidzi siebie. Ironia losu.
Nie powiedziała nic, jedynie zaciągnęła się gasnącym papierosem. Lubiła Jego obecność. Jego ton głosu i zapach ją uspokajał. Kiedyś, przez myśl przeszła jej wizja ich związku, szybko o niej zapomniała. To by nie wyszło. To dwa różne światy.
-Dlaczego palisz?
-To mnie uspokaja.
-Jesteś zdenerwowana?
-Nie.
-To dlaczego?
-To pomaga na myślenie.
-O czym myślisz?
-Wierz mi, nie chcesz wiedzieć. Nie spodobałoby Ci się to.
Wyobraziła sobie szczęście. Papieros zgasł.
-Widzimy się jutro?
-Juto nie będę mogła. Jutro wszystko się zmieni.
Nie zapytał o nic.
-Dla Ciebie znajdę czas, wystarczy, żebyś poprosił.
Wstała z zimnego schodka i otrzepała spodnie. Uśmiechnęła się tylko i po chwli zniknęła za rogiem.


  • RSS